Jak kupiłem jacht za złotówkę, przepłacając cztery

To opowieść o tym, jak kupić dom/jacht prawie na końcu świata za złotówkę, przepłacając cztery…

Początek stycznia, siedzimy na Zandamie (przyp. red. statek pasażerski, który zabrał załogę rozbitego Polonusa do cywilizacji) – Ja, Piotr (jeszcze wtedy właściciel Polonusa) i Marek kapitan. Nastroje – wiadomo jakie. Pomimo tego, że wyprasowali nam skarpetki dalej smutek. Ja nie mogę przeżyć faktu, iż mój Poldek, na którym spędziłem kilka miesięcy swojego życia, pozostał tam gdzie zimno i wiatr wieje. Nieśmiało pytam Piotra, co dalej? – po jego odpowiedzi o której nie chcę tutaj wspominać, zbieram się w sobie i znów pytam:
– Piotr, a jakbym chciał kupić ten jacht? Ile by kosztował?
Piotr spojrzał na mnie i mówi:
– Jeśli obiecasz mi, że na nim jeszcze popłynę i go zabierzesz z Antarktyki to sprzedam Ci go za złotówkę.

Niewiele myśląc przeszukałem kieszenie spodni i wyciągam monetę, kładę na stole 1 funta i mówię – żebyś się nie rozmyślił to ja już płacę. Ten jacht nie może tam zostać! On nie nadaje się na pomnik, nie powinien tam sterczeć, sam się obronił by nie iść na dno, więc dajmy mu drugą szansę!

W ten oto sposób wiedziony moimi myślami kupiłem sobie jacht – co prawda na końcu świata ale mój dom.

Teraz wyjaśniam – podczas całej akcji używam słowa „NASZ jacht”, „pomóżcie NAM”, „wesprzyjcie NASZ projekt”. W ten sposób chciałem podziękować znajomym i przyjaciołom, którzy pomagają mi to wszystko ogarnąć, zostawiając mi machanie kombinerkami, bo na tym się znam. Mam marzenia, realizuję je i chciałbym, by Polonus zabrał na swój pokład osoby, którym jego los nie jest obojętny. Bo Polonus to nie jest mój jacht. To jest NASZ jacht.

Dziękuję Wam!!!

Sebastian.